umiejętność boleśnie niepraktyczna.
jeszcze pięć minut temu świat kłaniał im się w pół. pewni siebie, jaskrawi, z pomysłem na wszystko. z głębokim oddechem, pewnym krokiem i całym tym wszystkim na tak. młodzi i piękni. a potem nagle trach. najczęściej intymne i ciche. jakaś strata, błąd, może tylko niezrozumienie. ktoś coś powiedział, ktoś coś usłyszał, a bywa, że i na odwrót. może obietnica bez pokrycia, zakaz, nakaz, klęska i wina zlane w jedną całość. jakiś kop z zewnątrz, ze środka, niewygodne pytanie, bolesna prawda mocnym sierpowym w twarz. trach i już. budzą się w rzeczywistości utkanej z: „ jak w ogóle można tak żyć” , „ja nigdy nie dopuszczę do czegoś takiego”, „ trzeba być głupim ( słabym, beznadziejnym, nieodpowiedzialnym itp.) żeby tak sobie wszystko spierdolić”. budzą się w cudzym koszmarze, nieoczekiwanie dla nich samych w rolach głównych. już nie tacy piękni, nawet jeśli młodzi. z szarą skórą po szarym śnie. z wytatuowaną bezradnością, rozsypani, patrzący w tył.
jak dorosnę, to będę szczęśliwa/wy, bogata/ty, kochająca/cy i kochana/ny.
nie ma szans na wagary z lekcji życzeniowego myślenia. co dziwniejsze, każdy zdaje na piątkę z plusem. umiejętność boleśnie niepraktyczna. cukierkowa, ukochana, regularnie ćwiczona. wcielana w życie, rozpychająca się łokciami, spychająca je wreszcie na boczny tor. gotowa instrukcja nieszczęścia. choroba zdobiona fantazyjnym szlaczkiem. i trach. i zostaje tylko żal. rezygnacja, brudne łachy i plastikowe torby wypchane obcym syfem. albo samotność i to znienawidzone, słyszane na każdym kroku ”jak w ogóle można tak żyć”. albo nie ma już nawet i tego.
-
robertzuchniewicz likes this
-
dreamsaredisease posted this