z daleka.

wędrująca nocą stopa jest kompletnie niedorzeczna. jej zjawisko osadza się gdzieś poza logiką, pragmatyzmem, czystej postaci przyjemnością, czy chociażby żartem. jest bzdurą. przekleństwem i karą. lezie to pół nocy, cholera wie po co i dokąd. trochę w prawo, trochę w lewo, w przód, w tył, i od nowa. trze o prześcieradło, aż boli. nie bólem prawdziwym nawet, ale tym doprowadzającym do szaleństwa. drażniącym, męczącym, nieznaną siłą zmuszającym do powtórzeń. to lewa stopa. prawa próbuje dogonić.  wpaść w rytm, dotrzymać kroku ale tylko po to, by pobyć we dwie. razem, nie osobno. wspólnie. jeszcze nie wie, że jest bez szans, bo lewa stale ucieka. od prawej. od pary. od grupy. w samotną wędrówkę, ku zazdrości pozostałych nieśpiących organów.

rodziny się nie wybiera. przyjaciół podobno można, ale czy to przypadkiem nie jedno z większych kłamstw? obietnica bez pokrycia, byle tylko uchwycić człowieka w chór. współpracownicy, współpasażerowie, współtwórcy, odtwórcy, sąsiedzi, wyznawcy jednego boga. nie bóg zresztą ma tu znaczenie, ale wspólne go wychwalanie. przystojny chrystusek, tak samo jak żyjący ciążą brzuch, mąż bez serca, kuchnia tajska, czy namiętny seks, zrzesza, chwyta i wiążę. udupia. i już jedziemy na jednym wozie. pieprzymy szatana, leniwe położne, falbanki i zielone curry. pieprzymy pieprzenie i wyjemy do księżyca. byle wspólnie,  na chwałę ojczyzny, domu, fabuły, córek, synów i pornoupodobań. pierdolimy bez sensu za to dużo. klepiemy się po ramionach, po brzuszkach i dupach. wbijamy noże w plecy, plujemy w twarze, wycieramy i od nowa. bo być razem, to więcej niż samotna wędrówka, której zjawisko osadza się gdzieś poza logiką, pragmatyzmem, czystej postaci przyjemnością, czy chociażby żartem. jest bzdurą. przekleństwem i karą. jak cisza. jak strach, że sami sobie nie mamy nic do powiedzenia.

  1. dreamsaredisease posted this